print logo

Śniadanie u rodziny Mwangi

 Street News Service 15 November 2019

Kenijscy przywódcy martwią się nagłym wzrostem liczby ludności tego kraju, co ich zdaniem może storpedować ich wysiłki ukierunkowane na walkę z ubóstwem. Dla pewnej dużej rodziny z Nairobi ta walka jest bolesną rzeczywistością - pisze Njoroge Kinuthia (1068 Words) - By Njoroge Kinuthia

Share

Breakfast with Mwangi's family

 The Mwangi family's breakfast time.Photo: Njoroge Kinuthia

Od samego rana w Nairobi słońce mocno świeci. Przed dwupokojowym domem czynszowym, w szybko powiększającej się dzielnicy mieszkalnej Ruai, zasiadła rodzina Pana Michaela Mwangi - nadeszła pora tradycyjnego rodzinnego rytuału śniadaniowego.

Dzieci Pana Mwangi siedzą na długiej kłodzie. Każde w rączce trzyma metalowy kubek i ze zniecierpliwieniem czeka na swój dzienny przydział herbaty. To jeden z tych gorszych okresów dla rodziny, gdy muszą pić herbatę bez mleka. Oprócz herbaty na śniadanie nie zjedzą niczego. Tylko herbata - czarna.

- Zazwyczaj jadamy do herbaty to, co zostało po ugali (popularne danie na bazie kukurydzy) - ale po wczorajszej kolacji nic nam nie zostało - tłumaczy Pani Mwangi.

Pomimo, ociekających optymizmem, zapewnień rządu, że kraj rozwija się powoli, ale pomyślnie i deklaracji o świetlanej przyszłości w związku z realizacją Milenijnych Celów Rozwojowych ONZ oraz Wizji 2030, które zakładają wzrost poziomu życia Kenijczyków i rozwój gospodarczy kraju na poziomie średnim do roku 2030, a także w kontekście kroków ku wdrożeniu nowej konstytucji gwarantującej równość, poszanowanie praw człowieka i bardziej sprawiedliwy podział krajowego tortu, Pan Mwangi jest pesymistą i nie wierzy, że tego typu inicjatywy mogą korzystnie wpłynąć na jego życie.

- Przez całe życie walczę. Życie jest trudne. Wszystko - woda, drewno na opał i jedzenie - kosztuje. Ceny wszystkich artykułów idą w górę - mówi przypadkowo napotkany robotnik - zatrudniony najprawdopodobniej na budowach i w gospodarstwach rolnych. Zarabiam jakieś marne grosze, ale muszę wyżywić i ubrać moją rodzinę, opłacić czynsz - dodaje 51-latek.

Co do Milenijnych Celów Rozwojowych - ta inicjatywa nie może się powieść w Kenii. Myślę, że to inicjatywa skrojona dla bogatych. Widzisz jak kupują nowe samochody podczas, gdy tacy jak my nie wiedzą, czy jutro będą mieli co jeść. Dodał również, że "my biedacy musimy zawsze bać się śmierci. Śmierć zawsze stoi tuż obok i trzyma nas za kołnierz, ale to Bóg w jakiś sposób zawsze nas broni."

Sugeruje, że rząd powinien zatrudnić ekonomistów pochodzących spośród warstw ubogich. - To ubodzy nauczyli się żyć praktycznie za nic, więc mogliby zaoszczędzić dużo pieniędzy dla kraju.

Pan Mwangi, który utrzymuje swoją rodzinę, zarabia dziennie 300 szylingów kenijskich (mniej niż cztery dolary) dziennie.  Ale pracuje tylko dorywczo i nie codziennie ma pracę. Gdy nie pracuje, budżet jego rodziny jest zagrożony.

Szopa z blachy, którą jego rodzina nazywa domem, kosztuje go miesięcznie 600 szylingów. W domu nie ma bieżącej wody ani elektryczności. Blachy, z których wykonane są ściany nagrzewają się w dzień i powodują, że w środku staje się nieznośnie gorąco, zaś w nocy nie izolują przed przejmującym chłodem. Podłoga to zakurzone klepisko.

Jeden z pokoi za dnia jest pokojem dziennego pobytu, a w nocy staje się sypialnią rodziców. Wewnątrz malutkiego pokoiku znajduje się łóżko, stolik kawowy i dwa kiwające się stołki. Drugi pokój to sypialnia dzieci.

- Zawsze staram się zdobyć coś do jedzenia dla naszych dzieci. Nie mogę im zapewnić zrównoważonej diety. - Wyjawia, że owoce i mięso to rzadki rarytas u nich w domu.

Pan Mwangi żyje teraz ze swoją drugą żoną. Pierwsze małżeństwo zakończyło się rozwodem. Ma dwójkę dzieci z pierwszego małżeństwa i sześcioro dzieci z drugiego. Najmłodsze dziecko ma zaledwie półtora roku. Dzięki powszechnemu programowi dostępu do szkół podstawowych wdrożonemu przez państwo w 2002, wszystkie jego dzieci oprócz jednego, które są w wieku szkolnym mogą chodzić do szkoły. Munyiri - jego sześcioletni syn - ze względu na przewlekłą dolegliwość klatki piersiowej nie może chodzić do szkoły.

Rodzina Mwangi to typowa rodzina spośród sześciu milionów Kenijczyków żyjących w skrajnej nędzy. Ponad połowa ludności kraju żyje poniżej progu ubóstwa w najbogatszym kraju wschodniej Afryki.

Zarówno rząd jak i ekonomiści wyrażają obawy, że nagły wzrost liczby ludności Kenii może zahamować i przeszkodzić w rozwoju gospodarczym kraju.

Wyniki spisu powszechnego z roku 2009 wskazują, że Kenię zamieszkuje 38,6 miliona obywateli. Oznacza to, że od roku 1999, gdy Kenia była zamieszkiwana przez 28 milionów osób, liczba ludności z roku na rok w ciągu minionej dekady wzrastała o milion osób rocznie. Według spisu typowa Kenijka wychowuje 4,6 dzieci.

Prognozy przewidują, że liczba ludności Kenii wzrośnie do 51,3 miliona osób do roku 2025, jeśli bieżąca tendencja zostanie utrzymana. Kenia stanie się jednym z najludniejszych państw afrykańskich.

Wśród tych, którzy ostrzegają przed nadmiernym wzrostem liczby ludności jest premier kraju Raila Odinga, który namawia Kenijczyków, aby przywiązywali większą wagę do planowania rodziny, aby utrzymać wzrost ludności w ryzach. Pan Odinga powiedział, że szybki wzrost ludności stanowi zagrożenie dla planów stania się średnią gospodarką do roku 2030. Premier określił przywódców lokalnych namawiających Kenijczyków do zwiększonej prokreacji jako "podążających wstecz".

Mugo Kibati, szef sekretariatu kenijskiego ds. programu Wizja 2030, również dzieli się swoimi niepokojami dotyczącymi wzrostu liczby ludności - Pilnie potrzebna nam jest strategia, aby ograniczyć szybko rosnący wzrost liczby ludności tak, aby zrealizować założenia Wizji 2030. Powinny temu towarzyszyć inicjatywy, których celem jest poprawa jakości życia. Ludzie powinni mieć dostęp do podstawowych usług w dziedzinie zdrowia i edukacji - powiedział Mugo Kibati dziennikowi Daily Nation.

Są jednak również tacy, którzy twierdzą, że wzrost liczby ludności może być katalizatorem wzrostu gospodarczego. Nie ma dowodów potwierdzających taką tezę. Jest jednak wystarczająco dużo dowodów świadczących o tym, że nędza jest koszmarem milionów Kenijczyków, którzy codziennie muszą stawiać czoła przeciwnościom, aby mieć co włożyć do garnka.

Według sprawozdania oceniającego ONZ likwidacja ubóstwa jest największym wyzwaniem dla kraju tak, aby mógł on osiągnąć Milenijne Cele Rozwojowe. Sprawozdanie Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP) ukazuje, że poziom ubóstwa w ciągu minionej dekady obniżył się zaledwie o 10 procent. Ubóstwo jest ciągle na poziomie z roku 2006. Pomimo znaczących nakładów na podstawowe usługi społeczne takie jak szkoły, szpitale i drogi, nie obserwujemy podobnych wydatków w tym zakresie - stanowi raport zatytułowany Droga do 2015: Wdrożenie Milenijnych Celów Rozwojowych.

Inne sprawozdanie opracowane przez ActionAid zatytułowane Kto naprawdę walczy z głodem?, opublikowane tuż przed spotkaniem światowych przywódców w celu omówienia realizacji programu Milenijne Cele Rozwojowe ukazuje, że prawie cztery miliony Kenijczyków wymaga pomocy żywnościowej. Kenia była jednym z 16 takich krajów spośród 28 objętych oceną realizacji Milenijnych Celów Rozwojowych 1 i osiągnęła wynik 37%.

Według sprawozdania, pomimo spadku wskaźników głodu w ostatnim okresie - ze względu na powrót deszczy w roku 2009 - kraj pozostaje daleko poza ścieżką realizacji założeń Milenijnych Celów Rozwojowych 1. Program Milenijne Cele Rozwojowe 1 zobowiązuje państwa uczestniczące do walki ze skrajną nędzą i głodem.

Co ciekawe, Mwai Kibaki, prezydent Kenii, obiecał, że jego rząd przeznaczy większe środki na finansowanie programów, których celem jest podniesienie warunków życia ludności i przyśpieszenie osiągnięcia Milenijnych Celów Rozwojowych. Czas jednak  pokaże, czy gdy wybije dzwon w roku 2015, wspomniane inicjatywy umożliwią realizację założeń Milenijnych Celów Rozwojowych.

 Other Language Versions

SNS logo
  • Website Design