print logo

Burundi znów na ścieżce wojennej - tym razem z AIDS

 Street News Service 15 November 2019

Przez ponad dekadę Burundi było targane brutalną wojną domową prowadzoną przez dwie zwaśnione ze sobą dominujące grupy etniczne. Pięć lat po zawieszeniu działań wojennych kraj zjednoczył się w wojnie z jeszcze groźniejszym przeciwnikiem – wirusem HIV/chorobą AIDS. (809 Words) - By Joseph Opio

Share

SNS(EU)_Burundi back on war path

 Estelle is returning from fetching water at the well while carrying her infant niece on her back.Photo: Joseph Opio

W latach 1993 - 2005, po zabójstwie pierwszego demokratycznie wybranego prezydenta Burundi Melchiora Ndadaye, wojna z HIV/AIDS wydawała się być przegraną. Zabójstwo rozpętało wyniszczającą wojnę domową pomiędzy bojówkami Hutu a zdominowaną przez Tutsi armią.  Na szczęście rozmowy pomiędzy większością Hutu i mniejszością Tutsi uchroniły Burundi przed stoczeniem się w głąb przepaści. Teraz pod rządami nowowybranego w wyborach demokratycznych prezydenta Pierre Nkuruzinza batalia z epidemią osiągnęła swój punkt zwrotny.

To dobra wiadomość dla Estelle Nduwimana, seropozytywnej matki dwojga dzieci z Bujumbury.

Nduwimana zakaziła się wirusem HIV od swojego nieżyjącego już męża siedem lat temu.

Mówi, że zakażenie AIDS w tamtych dniach, w jednym z najbiedniejszych krajów świata było równoznaczne z katastrofą. Seropozytywny wynik Nduwumany brzmiał jak wyjątkowo okrutny wyrok śmierci.

Nie byłam z mężem w formalnym związku małżeńskim - tłumaczy łamaną, a niekiedy płynną angielszczyzną, Kirundi Mduwunama. Mieliśmy dwoje dzieci i mieszkaliśmy razem, ale mój mąż miał w tym czasie inne kobiety na boku. Zakaziłam się, bo nie znałam żadnych metod chroniących przed AIDS. Gdy dowiedziałam się, że jestem chora, straciłam całą chęć do życia.

Dodatni wynik testu Nduwimany został jej przekazany w trudnym okresie historii Burundi.

Maleńki środkowoafrykański kraj znajdował się w ferworze skazanej na niepowodzenie walki o pokój po kolejnym zamachu stanu - tym razem przeprowadzonym z inicjatywy prezydenta uzurpatora Pierra Buyoya.

Buyoya był jednak świadom zagrożenia i ogłosił epidemię HIV/AIDS problemem narodowym w roku 1999.

Jednakże jego rząd kurczowo trzymający się nieuczciwie zdobytej władzy i szukający legitymacji na arenie międzynarodowej nie czynił dość, aby uwiarygodnić swoją deklarację walki z AIDS. Walka z epidemią była na samym dole priorytetów rządu Buyoyi.

Dwa lata po tej deklaracji ONZ ocenia, że poziom niewiedzy wśród prawie 9 milionowej ludności kraju na temat zabójczej choroby osiąga alarmującą wartość 15%. Około 250 000 mieszkańców, głównie terenów wiejskich, jest zakażonych.

Nduwimana mówi, że kiedyś tak nie było. Dzisiaj ludzie znają przyczyny AIDS i rząd współpracuje z NGO, aby pomagać osobom seropozytywnym.

Środki przedsięwzięte w celu opanowania szalejącej epidemii zostały na poważnie wdrożone w roku 2002, gdy powołano Krajową Radę ds. Walki z AIDS. Korzyści należało odpowiednio skonsolidować w okresie przejścia Burundi do względnie stabilnej fazy demokracji w roku 2005.

Walka z AIDS stała się jednym z głównym priorytetów Nkurunziziego zaprzysiężonego na prezydenta Burundii w roku 2005. Ku jego chwale jest to jeden z priorytetów, który nadal udaje się realizować.

Uganda znajdująca się w pobliżu Burundi zasłynęła na świecie ze skutecznej kampanii przeciwko AIDS. Zasługą Nkurunziza jest przyjęcie projektu walki z AIDS opracowanego w Ugandzie.

Dzisiaj wiele NGO oraz agencji pomocowych zjednoczyło się pod parasolem Burundyjskiego Przymierza Walki z AIDS, którego celem jest wspieranie rządu w walce z epidemią.

Inne organizacje walczące w tej samej sprawie to Network of Women's Associations for AIDS Control (Sieć Organizacji Kobiecych ds. Walki z AIDS) oraz ONZ, UNICEF i Bank Światowy. Burundyjczycy są teraz bardziej świadomi bezpiecznych zachowań seksualnych - używają prezerwatyw, promują bezpieczne zachowania seksualne i stosują na szeroką skalę leki przeciwretrowirusowe.

Wszystkie te świadome działania pozwoliły zdjąć piętno AIDS, które do nas kiedyś przylgnęło - wzdycha Nduwimana, która jest jednym z 600 000 obywateli Burundi otrzymujących leki przeciretrowirusowe dzięki inicjatywie Funduszu Globalnego. AIDS nie jest już równoznaczne z końcem życia. AIDS nie jest postrzegane jako wyrok. Dzisiaj ludzie wiedzą, że dzięki lekom przeciwretrowirusowym i innemu wsparciu osoba seropozytywna może nadal prowadzić długie i produktywne życie. Bliscy nie unikają już swoich zakażonych krewnych jak miało to miejsce dziesięć lat temu.

Nduwimana najpierw otrzymywała leki przeciwretrowirusowe w ramach programu Nationale de Soutien aux Séropositifs aux malades du SIDA wprowadzonego przez burundyjskie NGO, które działa na rzecz kobiet z AIDS. Była jedną z tych szczęśliwych osób, które uzyskały dostęp do bezpłatnego leczenia, w czasach, gdy było ono zarezerwowane wyłącznie dla bogatych i tych u sterów władzy. - W roku 2002, gdy zaczęłam przyjmować leki przeciwretrowirusowe, programem objętych było 600 osób. Leczenie było zorganizowane w sposób chaotyczny. Nie stać mnie było na przejazdy do poradni, nikt nas nie monitorował i nie otrzymywaliśmy odpowiednich porad lekarskich.

Dzięki rosnącej liczbie NGO ta sytuacja uległa zmianie. Wynik bitwy nie jest jeszcze przesądzony, ale Nduwimana mówi, że AIDS nie jest już cichym zabójcą, gdyż władze Burundi uderzyły w werble i przystąpiły do wojny. Gdy rząd zamiast czczych obietnic przystąpił do działania, sytuacja uległa poprawie. Dzisiaj około 7500 osób otrzymuje leczenie, które znacząco poprawiło ich jakość życia. Nduwimana mówi -  ludzie już nie umierają niepotrzebnie tylko dlatego, że nie mają dostępu do leków. Mogą podjąć wyzwanie i walczyć.

 

© www.streetnewsservice.org

 Other Language Versions

SNS logo
  • Website Design