print logo

Z przyjaźni dla zwykłych ludzi

 Street News Service 06 January 2019

Sudan Południowy to jeden z najmniej rozwiniętych regionów świata. Brakuje wody, żywności, leków. Tylko jedna czwarta dzieci ma dostęp do edukacji, a śmiertelność kobiet przy porodach jest najwyższa na świecie. Średnia długość życia to ok. 40 lat. Na czym polega zaangażowanie Polskiej Akcji Humanitarnej w kraju o tak ogromnych potrzebach? Rozmowa z Janiną Ochojską – prezes Polskiej Akcji Humanitarnej (1082 Words) - By Barbara Kaznowska

Share

EU_ Janina Ochogska2

A small village school in Bor. The only thing the 150 pupils have is a blackboard. Photo: Polska Akcja Humanitarna

EU_ Janina Ochogska1

A small village school in Bor. The only thing the 150 pupils have is a blackboard. Photo: Polska Akcja Humanitarna


Zajmujemy się przede wszystkim zapewnianiem dostępu do wody. Zaczynamy też realizować projekty w zakresie programów sanitarnych. Trzecim obszarem jest edukacja osób dorosłych i młodzieży, która jako dzieci walczyła w wojsku. W tym celu prowadzimy centrum szkoleniowe, w którym Sudańczycy uczą się pisać i czytać, są też kursy zawodowe. Prowadzimy zajęcia w Malual Chad Center for Adult and Accelerated Learning Programme w mieście Bor na czterech poziomach nauczania. W ostatnim semestrze 125 osób uczyło się języka angielskiego i matematyki. Jest wielu chętnych, ale - jak ze wszystkim - potrzeb jest więcej, niż jesteśmy w stanie zaspokoić. W marcu 2010 byłam w małej szkole w Bor. W budynku uczy się 150 dzieci. Są tam dwie klasy, nie ma podłogi, a jedyne narzędzie edukacyjne to tablica. Bardzo chciałabym wybudować studnię dla tej szkoły oraz wyposażyć ją w najpotrzebniejszy sprzęt.

- Jednym z Milenijnych Celów Rozwoju jest eliminacja skrajnego ubóstwa i głodu, innym - zapewnienie dostępu do wody. Jakie osiągnięcia ma Polska Akcja Humanitarna w tym zakresie?

- W pierwszy z celów w dużym stopniu wpisuje się nasz program rolniczy. Poprzez dystrybucję nasion i narzędzi, sprzętu rybackiego, tworzenie szkółek drzewek owocowych, szkolenia i ogródki demonstracyjne wiele rodzin znacząco zwiększyło ilość pożywienia w swoich gospodarstwach domowych. Innym przykładem może być wioska trędowatych w Malek - mówię tutaj o 50 gospodarstwach domowych - gdzie wybudowaliśmy studnie, przekazaliśmy sprzęt do połowów ryb, nasiona i narzędzia rolnicze. Dzięki temu ilość pożywienia w wiosce zwiększyła się o 40%. Jeśli chodzi o dostęp do wody - w Sudanie ponad 120 tysięcy osób codziennie pije wodę ze studni wybudowanych przez nas od 2006 roku. Jeszcze większa liczba osób pije wodę ze studni, które naprawiliśmy czy poddaliśmy rehabilitacji.

- Na pewno chciałoby się więcej...

- Z pewnością tak, ale mam świadomość tego, że każda postawiona studnia to uratowanie kilku tysięcy istnień ludzkich. Kiedy po dwóch latach pojechałam w rejony, gdzie je stawialiśmy, widziałam efekty naszej pracy na twarzach dzieci. O wiele mniej ma liszaje, mniej cierpi na choroby skórne. Według niezależnego raportu organizacji Tearfund, o 30% spadła w tych rejonach zapadalność na choroby wywołane brakiem higieny i wody pitnej. Dane te potwierdził raport Lekarzy bez Granic. To daje motywację do dalszych wysiłków.

- Problemy Sudanu mają swój kontekst polityczny. Mamy tam napływ uchodźców z Ugandy, Kenii, Etiopii, Demokratycznej Republiki Konga, brakuje podstawowej infrastruktury, wzrasta rywalizacja o zasoby nuturalne pomiędzy grupami etnicznymi, występuje przemoc. Przeplatające się susze i powodzie spowodowały w ostatnich kilku latach bardzo niskie plony. Czy w takiej sytuacji organizacje pomocowe mogą liczyć  na wsparcie rządu Sudanu?

- Z Darfuru po prostu nas wyrzucono. Prezydent Omar al-Bashir, ścigany przez trybunał haski za ludobójstwo, w ten sposób zemścił się na europejskich organizacjach charytatywnych. Był to dla nas ogromny cios, bo mieliśmy już tam maszynę do wiercenia studni. Straciliśmy też resztę sprzętu. To się stało dwa lata temu, w kwietniu. Staramy się o możliwość powrotu, ale jest to bardzo trudne. Gdyby społeczność międzynarodowa bardziej naciskała, być może al-Bashir przywróciłby obecność tych kilkunastu wyrzuconych organizacji. Borykamy się też z innymi kłopotami. W Sudanie Południowym wiążą się one z rozbudowaną biurokracją, co naprawdę utrudnia działania. Władze mnożą powody, dla których musimy za coś komuś płacić. Wydawałoby się, że organizacja, która tam przyjeżdża, powinna mieć wiele ułatwień, ale nie. Władze na wszystkim chcą zarabiać. To jest przykre. Jednak nie możemy rezygnować, bo kto ucierpi? Nie władze, tylko zwykli ludzie. A przecież dla nich chcemy tam być.

- A warunki pracy? Zachęcają, czy zniechęcają pracowników i wolontariuszy Akcji?

- Formalności, opłaty i podatki to jedno. Drugie - to warunki, w jakich pracujemy. Nasi ludzie muszą wybudować sobie obóz, zbudować toaletę, coś w rodzaju kuchni, która służy m. in. za biuro, musimy mieć własną antenę na Internet, prąd mamy na generator. W porze deszczowej teren obozu robi się bajorem. Na misję mogą pojechać tylko tacy wolontariusze, którzy potrafią koordynować projekty. Niestety, chętnych z takimi umiejętnościami jest mało. Wysyłamy więc pracowników, choć ludzi skorych do pracy w tak trudnych i stresujących warunkach jest niewielu. Tym bardziej, że nie możemy im zbyt wiele płacić.

- Jak układa się współpraca z polskimi władzami?

- Jeśli chodzi o finansowanie pomocy z projektów Ministerstwa Spraw Zagranicznych czy z funduszy pochodzących z pomocy rozwojowej, problem polega na tym, że w Sudanie pora deszczowa kończy się w listopadzie. Dopiero wtedy możemy wejść z wierceniem studni. Nasze wnioski do MSZ są z konieczności bardzo okrojone, bo projekt trzeba zakończyć i rozliczyć do końca roku. Pora deszczowa zaczyna się w maju. Od stycznia do maja moglibyśmy wybudować wiele studni, ale w tym czasie dopiero rozpisuje się konkurs. Inny problem polega na tym, że mimo podpisania Deklaracji Paryskiej, na mocy której Polska zobowiązała się do zwiększania pomocy dla krajów Afryki sub-Saharyjskiej, ta pomoc się nie zwiększa. Tak więc niewielka ilość środków i sposób rozpisywania konkursów powodują, że musimy pozyskiwać finansowanie ze zbiórek publicznych, od sektora biznesu albo od innych donorów: z Unii Europejskiej czy ONZ.

- Na czym polega wartość działalności Polskiej Akcji Humanitarnej? Czy na mierzalnych efektach w formie zrealizowanych projektów, czy może raczej na promocji wartości humanitarnych i uwrażliwianiu społeczeństwa na problemy krajów rozwijających się?

- Każda nasza akcja ma trzy wymiary. Jedną jest bezpośrednia pomoc ludziom,  żyjącym w krajach ogarniętych wojnami, kataklizmami czy prześladowaniami. Dajemy im szansę powrotu do normalnego życia. Drugim jest aspekt edukacyjny, gdyż obywatele dowiadują się czegoś więcej o świecie, angażują się w taką pomoc. Trzeci aspekt to budowanie wizerunku Polski solidarnej, dzielącej się z innymi. Jest to bardzo piękne, bo w ponad 40 krajach, gdzie przez ponad 18 lat nieśliśmy pomoc, ludzie dowiadują się czegoś o naszym kraju . To jest również budowanie sobie kręgu przyjaciół, bo przyjaźnie nawiązane, kiedy się komuś pomogło w biedzie, są najcenniejsze.

 Other Language Versions

SNS logo
  • Website Design